WYBIERZ LITERĘ

Leksykona masażu na Facebook'u

Przyczynki do techniki massażu (Historia masażu)

23.08.1890 r. w “Gazecie Lekarsjiej” nr 34, tom X ukazał się artykuł dr Izydora Zabłudowskiego z Berlina pt. Przyczynki do techniki massażu.

     W miarę rozpowszechnienia się massażu, jako środka leczniczego, zdarzają nam się w ostatnich latach bardzo często przypadki, w których mięsienie było już zastosowanem przez mniej albo więcej długi czas, lecz porzuconem być musiało, gdyż albo okazywało się bezskutecznem, albo nawet wywoływało po­gorszenie stanu chorobowego. Największą ilość chorych takich mieliśmy w klinice chirurgicznej uniwersyteckiej prof. BERGMANN'a w Berlinie. Byli to przeważnie robotnicy, na mocy prawa z roku 1883 o obowiązkowem ubezpieczeniu na przy­padek choroby, będący członkami miejscowych kass robotniczych (Krankenkassen). Chorzy tacy w razie potrzeby byli już leczeni za pomocą mięsienia przez swoich lekarzy szpitalnych. Dopiero po upływie pierwszych trzynastu tygodni, t. j. z chwilą, gdy znajduje zastosowanie prawo z r. 1884 o obowiązkowem zabez­pieczeniu robotników od nieszczęśliwych przypadków i kiedy o dalszem leczeniu troszczyć się powinny odpowiednie towarzystwa ubezpieczeń, chorzy tacy udawali się do polikliniki uniwersyteckiej. Lecz w liczbie wspomnianych chorych były i osoby, należące do klas majętnych, które przyjeżdżały do Berlina, dopiero po długiem leczeniu u siebie w domu.

     Chodzi tu głównie o następujące postacie chorobowe:

    1. Nerwice traumatyczne z bliznami na zranionych początkowo miejscach i z tak zwanemi strefami „histerotwórczemi” {hysterogene Zonen), a więc przypadki, w których mamy do czynienia z patologiczną zmianą psychiki, objawiającą się w nieprawidłowym odczynie na skaleczenie miejscowe;

   2. choroby nerwów obwodowych, neuritis i perineuritis, głównie pocho­dzenia traumatycznego;

   3. dyspepsyja nerwowa, połączona z zaparciem stolca, powiększonem wytwarzaniem się gazów i bólem brzucha – powstałe wskutek prze­mieszczeń i zgięć kiszek. Nerka może być przytem przemieszczoną, albo i nie: choroba GLENARD’a (Glenard: buteroptose et neurasthénie, Soc. méd. des hôp. de Paris 1886).

     I. Nerwice traumatyczne.

    Przy nerwicach traumatycznych przypadki, w których samo dotknięcie blizny przy badaniu jest bardzo bolesnem i wywołuje napady histero-epileptyczne, mogą się zdawać zupełnie, nieodpowiedniemi dla leczenia, massażem. W takich razach skutecznym bardzo okazał się sposób, przy którym miejsce po­czątkowego zranienia w pierwszych czasach nie wchodzi w obręb rękoczynów massażowych. Staramy się manipulacyje maassażowe wykonywać jak można najdalej od strefy histerotwórczej, tak, że zamiast posuwać się, jak zwykle, od obwodu ku środkowi, działamy w kierunku przeciwnym. Jeśli np. mamy leczyć chorą rękę, zaczynamy massować od ramienia. Za każdym razem zbliżamy się bardziej do sfery histerotwórczej i tym sposobem udaje nam się niekiedy na 3-4 posiedzeniu już działać wprost na bliznę, nie wywołując zjawisk podrażnienia w postaci napadów konwulsyjnych.

      W klinice prof. BERGMANN’a w Berlinie. Leczyłem tej wiosny 26-cio l. pannę W. z Petersburga, która w Październiku 1888 r.. uległa przypadkowi na polo­waniu: osoba ta nerwowo usposobiona, zranioną została w prawą dłoń całym ładunkiem śrótu. Wypadek ten zdarzył się w głuchym zakątku, zdala od większego miasta. Przybyły na miejsce lekarz, samemi tylko nożyczkami i szczyp­cami wyjął z rany, bez narkozy, części kości dłoniowych (melacarpus) trzeciego i czwartego palca, razem z kilkoma ziarnkami śrótu. Zaraz po operacyi chora dostała dreszczy, które trwały półtory godziny. Jednocześnie zjawił się nieustanny i nieznośny ból w całej kończynie górnej, Gojenie wielkiej rany, z powodu sprawy flegmonicznej, która się przyłączyła, przeciągnęło się przez trzy miesiące. Bóle były stałe, tak, że chora nie mogła już wcale sypiać. Po nocach majaczyła. W Styczniu 1889 r. zjawiły się pierwsze napady histero-epileptyczne, trwające po 1½ -17 godzin i powtarzające się codziennie. Przez cały czas choroby chora tylko w lecie 1889 r. przez kilka tygodni wolną była od tych napadów. Im większe były bóle, tem łatwiej najdrobniejsze pobudki ze­wnętrzne wywoływały napad, wystarczało, np. ażeby ktoś niespodzianie wszedł do pokoju, albo mocniej cokolwiek trzasnął drzwiami. W ostatnich miesiącach stan chorej pogorszył się do tego stopnia, że jeden napad następował po drugim. W ostatnim tygodniu przed wyjazdem do Berlina nie miała ona prawie wcale chwil wolnych od napadów, tak, że lekarz i dwie inne osoby, które jej towarzy­szyły z Petersburga do Berlina, nie mieli w drodze ani chwili spokoju. Chora kończyna z powodu bólu silnego, jako też z powodu drżenia przy najmniejszym ruchu, niezdatną była zupełnie do użytku i musiała spoczywać na temblaku. W stanie ponapadowym niezaradność chorej nie ograniczała się do samej tylko strefy histerotwórczej; lecz rozciągała się daleko po za jej granice, a mianowicie daleko po za granice prawej górnej kończyny. Leczenie za pomocą elektrycz­ności nie pomogło; massaż, wykonywany przez lekarza u wód na Kaukazie przez trzy tygodnie [dwa razy dziennie po pięć minut] wywoływał za każdym razem powiększenie bólu i napady histero-epileptyczne. Zarówno zgnębienie moral­ne, jak i bóle ciągnące w ramieniu wzrastały coraz bardziej. Środki usypiające i uspokajające, jako też unieruchomienie i ekstensyja okazały się również bezskutecznemi. Ponieważ miejscowe cierpienie i stan ogólny coraz bardziej się pogarszały, przeto chora zgodziła się na proponowanąjej operacyję [wycięcie blizn] i udała się w tym celu do Berlina, do prof. BERGMANN’a.

     Podczas badania chora znajduje się w stanie bardzo wzburzonym; na twarzy występują drgania w obrębie n. facialis; mowa cokolwiek utrudniona. Prawa ręka sino zabarwiona i w dotyku chłodniejsza od lewej. Na tylnej powierzchni dłoniowej znajduje się blizna promienista, najgłębsza i najmniej ru­choma w okolicy drugiej i trzeciej kości dłoniowej (os metacarpi). Blizna niezmiernie czuła, najlżejsze dotknięcie wywołuje ból w całej kończynie; drugi i trzeci palec krótsze o 2½ centymetra, wskutek częściowej resekcyi odpowiednich kości dłoniowych, wykonanej przy pierwszym opatrunku. Ostatnie cztery palce pozbawione są ruchów czynnych w swoich stawach, w stawach zaś dłoniowo-palcowych [metacarpo phalangeae] niemożliwe są nawet i ruchy bierne, z wyjątkiem drugiego palca, wiszącego bezwładnie w stawie dłoniowo-palcowym. Wielki palec zgięty i ruchomość jego, zarówno czynna jak i bierna, jest minimalna. Siłę motoryczną posiada chora tylko w wielkim palcu, lecz i ten nawet tak mało zdolnym jest do pracy, że chora nie jest w stanie trzymać w ręku obsadki w takiem położeniu, w jakiem się ją zwykle trzyma przy pisaniu. Tak samo i cała górna kończyna bardzo mało tylko zdatną jest do pracy. Palce cokolwiek obrzękłe, mięśnie całej kończyny górnej zanikłe. Wykonane przy badaniu chorej naciśnięcie na rękę w kierunku dośrodkowym od blizny do dolnej połowy przedramienia, wywołuje odrętwienie mięśni, mające początek w kończynie górnej i rozprzestrzeniające się na głowę. Chora odrzuca się przytem w tył, traci przytomność i zgina się w kabłąk. Napad taki trwa 12 godzin.

    Zacząłem mięsić po dwa razy dziennie, począwszy od stawu ramie­niowego i w następnych dniach doszedłem w kierunku odśrodkowym do dolnej trzeciej części przedramienia. Pierwszego i drugiego dnia nie było napadów. Na trzeci dzień chora w chwili wielkiego bólu, poprosiła posługaczkę o potarcie jej cokolwiek ręki, wskutek czego nastąpił napad histero-epileptyczny. Odrę­twienie i nieprzytomność trwały cztery godziny. Wykonywałem massaż co­dziennie, z, wyjątkiem trzech dni miesiączki i przez cały czas leczenia, które trwało sześć tygodni, nie było już więcej napadów. Bywały dnie, w których chora zapominała o swojej chorobie. Sen bywał dobry całemi tygodniami. W drugim tygodniu leczenia nie widzieliśmy już potrzeby omijać strefę histerotwórczą; przeciwnie, teraz właśnie zaczęliśmy ją najbardziej wygniatać i klepać. Na każdem posiedzeniu wykonywano ruchy czynne, jako też i ruchy z oporem, ilość i siła, których powiększały się za każdym razem. Oprócz tego chora wykonywała sama trzy razy dziennie po 5 minut pewne oznaczone ruchy. Były to ćwiczenia z hantlami i pisanie. W pierwszych czasach chora do ćwiczeń tych używała mojego „porte-plume” [Przyczynki do leczenia za pomocą mięsienia. Ga­zeta lekarska 1886, Nr. 37], a mianowicie w takiej postawie aparatu tego, przy której wskazujący i trzeci palec znajdują się w stanie wyprostowania. Było to w tym przypadku tem dogodniejsze, że mięśnie zginające wskazującego palca na początku choroby przeszły w ropienie i pozostawiły zrośniętą z kością bliznę. [Przy użyciu „porte-plume” nie potrzeba najmniejszego zgięcia palców]. W trze­cim tygodniu mogła już chora porzucić „porte-plume” i używać do pisania obsadki, tem tylko różniącej się od zwykłych obsadek, że powierzchnia jej nie była okrągłą, lecz czterokańciastą, przez co zwieszający się bezwładnie palec wskazujący więcej miał punktów oparcia. Takim obsadkom czterokańciastym należy w ogóle dawać pierwszeństwo przed okrągłemi we wszystkich tych przypadkach gdzie istnieje jakiejkolwiek zakłucenie czynności palców; palec wska­zujący mocniej daleko spoczywa na płaskiej powierzchni, aniżeli na krzywej i dlatego nie tak łatwo się ześlizguje; zresztą i boczna powierzchnia trzeciego palca znajduje w takim razie także więcej punktów oparcia. Ćwiczenia w piśmie polegały na równomiernem pisaniu małych liter [ruchem przeważnie pierwszych trzech palców] i wielkich liter [ruchem całego ramienia]. Ręka chorej straciła zabarwienie sinicowe i obrzęk. Blizny stały się bardziej ruchome. Mięśnie chorej kończyny niczem się nie różniły od mięśni zdrowej. Chora powróciła do dawnego swego nastroju ducha, ramienia swego używa zu­pełnie swobodnie do ćwiczeń hantlowych. Ruchomość i siła palców powięk­szyły się tak dalece, że chora jest w stanie codzień pisać po kilka stronic, przyczem posługuje się. czterokańciastą obsadką. W pisanych przez nią literach nie ma już zygzaków, któremi odznaczało się pismo jej w pierwszych dniach po wstąpieniu do kliniki. Po sześciotygodniowem leczeniu wyjechała z Ber­lina i udała się na wieś w celu dalszej poprawy ogólnego stanu zdrowia,.

     We wszystkich przypadkach, w których skutek massażu występuje tak uderzająco, przyczyny skutku tego szukać należy nie wyłącznie tylko w uznanem ogólnie mechanicznem jego działaniu [zniszczenie zrostów, rozciągnięcie blizn i t. d.], albo w działaniu jego na obieg krwi i limfy, na czułość i t. p., lecz także i w psychicznem jego działaniu. Gdzie mamy do czynienia ze zmianą funkcyj psychicznych [jako ze skutkiem wstrząśnienia ogólnego], tam działanie na psychikę stanowi przyczynową wskazówkę leczenia.

    Często bardzo przy leczeniu za pomocą massażu możemy zauważyć, że po niewielu już posiedzeniach następuje uderzający zwrot ku lepszemu w spara­liżowanych i nadczułych narządach. Poprawa następuje niekiedy w tak krótkim czasie, że niepodobna tak prędko spodziewać się bezpośredniego wpływu na cier­pienie miejscowe. Skutkiem massażu jest tu do pewnego stopnia stan ducha, przy którym pewna idea, skierowana przez lekarza na dotknięty chorobą organ chorego, łatwiej przez tegoż przejętą i zrealizowaną zostaje. Tak, np. jeśli koniecznem jest wykonywanie pewnych ruchów przez chorego, to one już po jednem albo po kilku posiedzeniach massażowych wykonane być mogą, jeśli energicznie i pokilkakroć zażądać tego od chorego i jeśli do wykonania ich nie ma przeszkód mechanicznych. To samo tyczy się i przytłumienia bólu. Massaż jest tu, jak się CHARCOT trafnie wyraża, „hypnozą miejscową”. Jak hypnoza, tak i massaż musi być często powtarzany i manipulacyje zmieniane być winny usque ad effectum, a więc działania jego summować się muszą; nie wywołuje on jednak żadnych nieprzyjemnych zjawisk pobocznych, nie narusza on, jak to niekiedy bywa przy hypnozie, równowagi psychicznej chorego. Oprócz tego osiągnięte już raz przez massaż polepszenie nie tak łatwo znika – stoimy tu na trwalszym daleko gruncie.

    Przy zastosowaniu tego środka leczniczego, powinien lekarz bezwarunkowo zachowywać zupełny spokój, działać z powagą i dążyć energicznie i prostą drogą do postawionego sobie celu. Koledzy, jednocześnie leczący chorego, po­winni wykonywającemu massaż pozostawić zupełnie do woli, wybór rozmaitych rękoczynów, jako też czas trwania tychże i częstość posiedzeń. Histeroepileptyczni, którzy są bardzo wrażliwi na wpływy zewnętrzne, bezwarunkowo od­daleni być winni z otoczenia, w którem mogliby podlegać wpływom i poddawaniom, niezgodnym z przepisami i sposobem leczenia massującego lekarza (contresuggestion). Izolowanie w lecznicach prywatnych, ordynowane chorym ta­kim przy metodzie PLAIFER-MITSCHELL’a, odpowiada żądaniu temu i jemu to za­wdzięczać należy niemałą część dobrych wyników, które tym sposobem osiągamy przy niektórych ciężkich postaciach histeryi. Oto przykład z praktyki.

     Pewna obciążona nerwowo pani, która i teraz jeszcze znajduje się u mnie w leczeniu, w Grudniu roku zeszłego uległa złamaniu obojczyka. Wyleczenie na­stąpiło bez przemieszczenia odłamów kości, lecz nastąpiły bóle w obrębie splotu ramieniowego i bezsenność. Jakkolwiek w stawie nie można było zauważyć żadnych zmian zapalnych, to jednakże większe albo mniejsze ruchy, jak np. przy czesaniu, wywoływały silne bardzo bóle; przy wykonywaniu zaś ruchów biernych w stawie następował u chorej napad płaczu konwulsyjnego. Za poradą lekarza domowego zacząłem leczyć chorę w jej mieszkaniu za pomocą massażu. Między innymi znajomymi odwiedzali chorą i dwaj lekarze, którzy jakkolwiek jej nie le­czyli, jednakże od czasu do czasu wypowiadali swe zdanie, co do jej cierpienia i leczenia. Jeden z nich uważał za stosowne leczenie za pomocą elektryczności, drugi zaś skłaniał się bardziej ku leczeniu wodami mineralnemi; obaj oni nie byli wprawdzie przeciwni leczeniu massażem, jednakże wypowiedziane przez nich zdania, co do sposobu leczenia wywierały taki wpływ na chorę, że podług pogor­szenia stanu jej i podług charakteru tego pogorszenia mogłem za każdym razem rozpoznać, że jeden z tych kolegów – i który właśnie – chorą tego dnia odwiedził.

     Przytaczam tu jeszcze jeden przypadek, mogący służyć jako ilustracyja tego działania massażu, przy którem środka ciężkości szukać należy w szczegól­nym wpływie jego na psychikę, a mianowicie we wpływie jego jako środka wychowawczego.

     40-letnia panna M. z Polcina, po przebytym w r. 1883 tyfusie, zachorowała na zapalenie obu stawów kolanowych. W r. 1888 pozostało jej jeszcze po tej chorobie zgrubienie torebki stawowej i mocne trzeszczenie w stawach, jako też bezwład mięśni czterogłowych. Każda próba zbadania kolana wywoływała długotrwały napad konwulsyjny. Chora leżała przez kilka lat w swojem miesz­kaniu, potem jeździła do rozmaitych miejsc kąpielowych, gdzie musiano ją wozić w wózku. Gdy jednakże i to stało się dla niej zbyt uciążliwem, zdecydowała się wstąpić do kliniki prof. BERGMANN’a. Od chwili wstąpienia jej do kliniki upłynęło 8 dni, zanim mogłem przy massowaniu dotknąć się kolan bez wywołania napadów histerycznych. Stan chorej poprawiał się z każdym dniem, pomimo to leczenie trwało trzy miesiące. Chora odzwyczaiła się zupełnie od chodzenia, tak, iż trzeba było nauczyć ją na nowo każdego ruchu z osobna: podnoszenie się z krzesła, przestępowanie przez próg, chodzenie po schodach, wychodzenie na ulicę – wszystkie te ruchy wymagały ćwiczenia i musiały być powtarzane po kilka razy. Częstokroć zapominała ona wyuczonych już ruchów. Żadnego, choćby najprostszego ruchu nie mogła chora robić, jeśli się nie ćwiczyła w nim w mojej obecności. Zmuszony byłem kilka razy towarzyszyć chorej w przejażdżkach jej w powozie, ażeby jej pokazywać, jak należy wsiadać i wysiadać z karety. Musiałem też przechadzać się z nią pieszo po ulicach, ażeby ją nauczyć prze­chodzić coraz to większe przestrzenie. W końcu nauczyła się nawet jeździć tram­wajami. Chora porzuciła klinikę zupełnie wyleczona. Otrzymywałem od niej pó­źniej po kilkakroć zawiadomienia piśmienne, że powrotów nie było.

     II. Neuritis i Perineuritis.

     Przy chorobach nerwów obwodowych, przy neuritis, perineuritis pora­żeniach pojedynczych nerwów i mięśni przeważnie kończyn, należy widocznie oprócz wessania wysięków wywołać także pewne przemieszcze­nie molekularne w dotkniętych chorobą tkankach: należy wywierać wpływ dynamiczny. W wielu przypadkach zwykłe rękoczyny massażu okazują się nieodpowiadającemi celowi, gdyż przy lekkiem przyciskaniu działanie ich równa się zeru, mocniejsze zaś przyciskanie powiększa stan podrażnienia i bez tego już podrażnionych zapalnie tkanek. Dlatego trzeba używać sposobu, pozwalającego działać w głąb i nie wywołującego pomimo to zbyt mocnego po­drażnienia. Głębsze i trwalsze działanie massażu otrzymujemy, jeśli zamiast stałego przyciskania, używanego przy zwykłych rękoczynach massażowych, zastosujemy przyciskanie przerywane. Przyciskanie takie wykonywa się skaczącemi w kierunku dośrodkowym ruchami massującej ręki. Ażeby wywołać większą lub mniejszą falę, wprawiamy przy tych skaczących ruchach pojedyncze palce w drżenie, albo też nie. Sposób ten opisałem przed trzema laty [Przyczynki do techniki i wskazówki dla mięsienia, Gazeta Lekarska 1887, Nr. 49] i od tego czasu nie raz już miałem sposobność przekonać się o jego sku­teczności.

     Dla ilustracyi mogę tu przytoczyć dwa odpowiednie przypadki, w któ­rych niedawno zastosowałem ten rodzaj massażu. Pierwszego z tych chorych leczyłem w klinice prywatnej D-ra OPPENHEIM’a. Chory był mi poleconym przez prof. MENDEL’a i D-ra ROSENBERG’a. Mamy tu do czynienia z samodzielną postacią neuritidis w obrębie splotu ramieniowego głównie le­wej strony u 50-letniego mężczyzny.

     Choroba zaczęła się 20 lat temu i przez ten czas stan chorego często się poprawiał. Ciężkiem stało się cierpienie jego przed 1½ rokiem: powstały rwące i świdrujące bóle w całej lewej kończynie; uczucie wielkiego naprężenia w sta­wie ramieniowym; za najmniejszym ruchem wielki ból w ramieniu i drganie pal­ców, tak, że chory przestał posiłkować się lewą ręką i nosił ją zawsze na tem­blaku. Bezsenność. Palce posiniałe i cokolwiek obrzmiałe, mięśnie słabe. Ucisk w kierunku nerwów bardzo bolesny. Wiesbaden, Cieplice, massaż, elektryczność, środki uśmierzające ból – wszystko to było zastosowane, ale bez skutku.

    U nas chory leczył się dwa miesiące i przez ten czas uzyskał znowu moż­ność używania swej ręki. Obecnie chory sam się ubiera i rozbiera, czego da­wniej przez lata całe nie mógł robić. Drganie palców ustało, u ponieważ bólów już nie ma, przeto sen znowu powrócił.

     W drugim przypadku mamy do czynienia z toksycznem zapaleniem nerwów łytkowych.

    Baletnica teatrów królewskich, panna S. w Berlinie w czerwcu 1889 r. od iskier elektrycznych, od których podczas przedstawienia zapłonęły jej suknie, podległa wielkim i głęboko w mięśnie sięgającym zniszczeniom tkanki na prze­dniej stronie górnej polowy ud jako też w okolicy pośladkowej aż do kości krzy­żowej. W Listopadzie roku zeszłego zabliźniły się utraty tkanek na pośladkach, na udach zaś ropiały i okazywały tylko bardzo słabą skłonność do zagojenia. Ponieważ chora nigdzie nie miała zdrowego miejsca, na którem mogłaby leżyć spokojnie, przeto osoba ta, dawniej odznaczająca się kwitnącem zdrowiem i dobrą tuszą, doszła do wysokiego stopnia wycieńczenia. Golenie obrzmiały, najlżejsze dotknięcie skóry było bardzo bolesne. Rozsiane zapalenie pojawiło się w nerwach goleni, przeważnie w okolicy kolan; przyciśnięcie w tem miejscu wywoływało nieznośne bóle. Po lewej stronie łatwo wyczuć można zgrubiały pień nerwu. Nogi wyprostowane w stawie golenio-stopowym; wyko­nywanie ruchów bocznych było również niemożebnem. W obu kończynach dol­nych bóle strzelające, palące, wzmagające się przy każdym ruchu. Objawów histeryi nie zauważono.

    W celu usunięcia bezwładu nerwów łytkowych, jakoteż w celu przeciw­działania szkodliwemu wpływowi długiego leżenia, kierujący leczeniem lekarze, prof. BERGMANN i docent GUETERBOCK, zalecili massaż. Zwykłych rękoczy­nów massażu nie można było tu zastosować choćby już, dlatego, że chora nie mogła znosić nawet dotknięcia prześcieradła. Przerywane zaś przyciskanie znosiła ona bardzo dobrze. Po kilku tygodniach nadczułość ta znikła, tak, że chora mogła podnosić się, siadać, stać i wykonywać nogami jakie-takie ruchy. W czwartym tygodniu leczenia massażowego znikł bezwład prawego nerwu łytkowego, po trzech miesiącach leczenia [w ósmym miesiącu od początku choroby] pojawiły się oznaki regeneracyi lewego nerwu łytkowego. Owrzodzenia zagoiły się, kontraktur w stawach nie było. Skur­czowi w stawie biodrowo-udowym przeciwdziałaliśmy w ten sposób, że zaleciliśmy chorej kłaść się kilka razy dziennie w wyciagniętem zupełnie położe­niu na brzuchu i leżyć tak przez pół godziny za każdym razem.

      Przypadek ten ciekawy jest z tego jeszcze względu, że czynności nerwu łytkowego powróciły po tak długim czasie; z fizycznych sposobów leczenia za­stosowanym był tu tylko massaż.

    III. Niestrawność nerwowa z zaparciem stolca. Nerka ruchoma.

     Tam, gdzie massaż służyć ma do usunięcia zaparcia stolca, a głównie tam, gdzie na równi z zaparciem stolca na pierwszy plan występują ogólne objawy nerwowe [neurastenija i hypochondryja] albo też, gdzie mamy do czynienia ze zjawiskami zatrważającej natury [silne nadęcie i ból brzucha, wysoka ciepłota i zawrót głowy], w takich przypadkach massaż staje się indicatio xilalis. Jestto połączenie tych zjawisk patologicznych, które występują wskutek przemieszczenia kiszek i towarzyszących im zwężeń w naturalnych miejscach zgięcia ich, albo w miejscach przymocowania błon rzekomych. Ponieważ tu istnieje miejscowa przeszkoda mechaniczna do przesuwania się zawartości kiszek, przeto naturalnem zupełnie jest, że mechaniczny sposób leczenia [massaż] już a priori uwzględnionym być winien. A jeśli w rzeczywistości nie zawsze tak jest, to przyczyną tego jest ta okoliczność, że pokładane w massażu nadzieje często się nie sprawdzają. W tych właśnie przypadkach, gdzie zwykłe manipulacyje mięsieniowe są bezskuteczne i gdzie i inne środki, jako to lekarsko-dyjetetyczne, wypłukiwanie żołądka, kąpiele natryskowe na ścianę brzu­szną, elektryczność, przemywania HEGAR’ owskie również nie prowadzą do celu, używamy z dobrym skutkiem od kilku lat już następującego sposobu:

     Chory spoczywa na kolanach i łokciach. Stający po lewej stro­nie chorego lekarz kładzie obie ręce w poprzek brzucha – prawą rękę poniżej, lewą powyżej pępka; podczas gdy jedna ręka posuwa się naprzód, druga przeciąga się w tył. Naprzemian z temi ruchami należy poruszać się i w kie­runku podłużnym, przyczem lewa ręka porusza się od dołka sercowego do pępka, prawa zaś od spojenia łonowego w górę. Ręce powinny być cokol­wiek zgięte, wskutek czego można dosyć głęboko uchwycić ścianę brzuszną wraz ze znajdującemi się pod nią pętlami kiszek. Gdzie ściana, brzuszna jest mocno napięta, należy działać i w kierunku pionowym, z dołu do góry, przez co razem wynika pewien rodzaj ruchu depczącego w jednem miejscu. Tym spo­sobem zgięcia kiszek łatwiej daleko wyrównać się dają, aniżeli za pomocą zwy­kłego mięsienia w położeniu chorego na grzbiecie. Wystarczającym dowodem skuteczności tego sposobu massowania jest chyba skutek, jaki przy zastosowaniu tego sposobu otrzymaliśmy np. u 35-letniej panny B., która zwróciła się do nas za poradą prof. GLUCK’a i D-ra ALTMAN’a i u której już po tygodniu od począt­ku leczenia zjawiły się takie regularne wypróżnienia, jakich chora nie miała już od ośmiu lat. Ostatnie dwa tygodnie przed rozpoczęciom leczenia mięsieniowego nie miała ona ani jednego wypróżnienia, jakkolwiek używała rozmai­tych środków; chora miała wysoką ciepłotą i tak cierpiała na zawroty głowy, że ledwo utrzymać się mogła na nogach. Taki sam skutek osiągnąłem i w drugim przypadku, u 49-letniego pana P., poleconego mi przez prof. EWALD’a i D-ra RUGE. Nagromadzenie gazów było u chorego tak znaczne, że chory z powodu bólu brzucha miesiącami nie mógł sypiać, a zjawiska nerwowo-dyspeptyczne wzmogły się tak silnie, że chory był zdenerwowany w najwyższym stopniu. Na drugi już tydzień po rozpoczęciu leczenia powrócił sen i chory, zarządzający wielką fabryką, obecnie jeszcze, wiele miesięcy po leczeniu, bez przeszkody od­dawać się może swoim zajęciom.

Przy sposobie tym sam ciężar kiszek przyczynia się do poprawienia ich położenia. Pętlice kiszek wpadają do pewnego stopnia w ręce lekarza, i nie tak łatwo z nich wypadają. Niekiedy skorzystać można z dających się wyczuć przez ścianki brzucha twardych mas kałowych w celu przesuwania pojedynczych grup pętli kiszkowych. Manipulacyje te trwają umiej więcej 5 minut, nastę­pnie kładziemy chorego na grzbiet i wykonywamy przez kilka minut zwyczaj­ny massaż brzucha. Robimy to w celu zadosyćuczynienia i innym wskazów­kom massażu, jako to wzmocnienie ruchu robaczkowego, przyśpieszenie obiegu krwi i limfy, przesuwanie mas kałowych nawet poza ścieśnionem miejscem, po­większenie napięcia ściany brzusznej, jeśli ono jest osłabione – jak to się czę­stokroć w podobnych przypadkach zdarza.

      W pierwszych chwilach technika połączona jest z pewnemi trudnościami. Na silne miętoszenie – a takiem właśnie powinno ono być – oddziaływa chory w ten sposób, że napręża brzuch i pada brzuchem na ręce lekarza. Częste pa­danie takie męczy massującego lekarza. Ale po kilku posiedzeniach już czułość ta znika i chory leży spokojnie na kolanach i łokciach swoich; brzuch pozostaje niewyprężonym. Massujący może wtedy całą swą siłę skierować na kiszki i przesuwać je w którąkolwiek stronę.

     Ruchomej i przemieszczonej nerki, którą tak często spotykamy przy opuszczeniu kiszek, nie należy bezpośrednio miętosić, do czego przy pewnej wprawie łatwo się dochodzi. W przeciwnym, bowiem razie wywołać można większą jeszcze ruchomość. Choćby nawet ruchy mięsieniowe dotyczyły bar­dzo wielkich obszarów, to jednakże można, jeśli się to okaże potrzebnem, nie dotykać tego albo innego z leżących na drodze narządów. Zwracamy uwagę na to li tylko, dlatego, że chorzy, zwłaszcza kobiety, wskazują lekarzowi dobrze znaną im nerkę jako narząd, wymagający według ich zdania najenergiczniejszego działania massażu. Chorzy tacy tembardziej o to proszą, im bardziej „winna wszystkiemu nerka” przy dawniejszych leczeniach massażowych wystawioną by­ła na bezpośrednie działanie manipulacyj mięsieniowych.

     Przy tej okazyi nie mogę zamilczyć o dosyć ważnej okoliczności, z którą się w praktyce massażowej spotykamy w przypadkach zwątlenia ściany brzusznej i słabości leżących w jamie brzusznej narządów. W przy­padkach takich masserzy-profani tak, co do zastosowywanej przez nich siły, jak i co do czasu trwania pojedynczych posiedzeń, częstokroć powodować się dają li tylko chęcią okazania wielkiej swej gorliwości. U pacyjentek wskutek takie­go energicznego mięsienia następują większe jeszcze przemieszczenia i wypadnięcia narządów wewnętrznych, niż te, które były przed leczeniem massażowem.

     Jeśli nie ma szczególnych wskazówek, uważać należy za zasadę, że massaż brzucha wykonywany być winien przed jedzeniem. Z jednej strony czynić to należy, ażeby chory nie miał przykrego uczucia natężenia w przewodzie kiszkowo-żołądkowym, z drugiej zaś, dlatego, że chorzy niezupełnie dobrze znoszą mięsienie, jeśli ono wykonanem zostaje wcześniej jak kilka godzin po jedzeniu. Co się zaś tyczy przyjmowania napojów przed mięsieniem, to pod tym względem nie ma szczególnych ograniczeń.

     Co się tyczy techniki przy wszystkich uwzględnionych tu formach chorobowych, koniecznem jest, ażeby massujący lekarz umiał pracować każdą ręką oddzielnie, jako też obiema rękami jednocześnie. Ważniejszą aniżeli gdziekolwiek-indziej jest tu umiejętność zastosowania się do chorego. Kto nie jest obdarzony od natury cierpliwością, ten nie wielkie chyba będzie miał powodzenie przy leczeniu chorób histerycznych.

     Przy massażu brzucha niezawsze możemy mieć pod ręką dogodne bardzo do tego twarde posłanie 75 ctm. wysokości mające, przy którem można pracować stojąc. Dlatego też trzeba umieć massować i siedząc i klęcząc, zależnie od wysokości posłania.

     Leczenie we wszystkich wspomnianych tu przypadkach trwać powinno 6-8 tygodni. Czas ten koniecznym jest dla uniknięcia nastąpić mogących powrotów, jako też dlatego, ażeby dopiąć celu i w takich przypadkach, w których wyniki dodatnie następują dopiero po miesiącu albo nawet po dłuższem jeszcze leczeniu.

 

 

Źródło tekstu:

Leszek Magiera. Historia masażu w zarysie. 2007

 

Artykuły

INFO REGIONALNE

Partnerzy

Bio-Relax Habys Wyższa Szkoła Edukacji i Terapii